41 procent Polaków uważa korzystanie z AI do zadań szkolnych za nieetyczne. To spora część opinii publicznej - i naturalna reakcja na tę liczbę to postulat: skoro to nieetyczne, trzeba tego zakazać. Mamy już jednak świeży, żywy przykład tego, jak taka logika działa w praktyce - i nie chodzi o AI, tylko o telefony.
Od 1 września 2026 roku szkoły podstawowe w Polsce muszą egzekwować zakaz korzystania z telefonów komórkowych na terenie szkoły. Warto przeczytać ten przepis uważnie: szkoła nie może zakazać uczniowi wniesienia telefonu do budynku. Może zakazać tylko jego używania. To rozróżnienie nie jest drobiazgiem prawnym - to przyznanie się, że posiadania czegoś, co mieści się w kieszeni, po prostu nie da się skutecznie zabronić.
Drugi problem: sposób egzekwowania zakazu nie jest uregulowany ustawowo. Każda szkoła decyduje sama, jak to sprawdzać - jedna szkoła zbiera telefony do szafki na początku dnia, inna liczy na samodyscyplinę, jeszcze inna nie robi praktycznie nic poza formalnym zapisem w regulaminie. W szkołach ponadpodstawowych nawet ten formalny zakaz jest opcjonalny - decyzja należy do placówki.
Przełóżmy to na AI. Jeśli szkoła zakaże "korzystania z AI do odrabiania zadań", pojawiają się dokładnie te same dwa pytania. Jak zakazać czegoś, co działa na urządzeniu, którego i tak nie można zabrać uczniowi z kieszeni? I kto dokładnie ma to sprawdzać, skoro nawet stacjonarny, widoczny telefon w kieszeni okazuje się problemem trudnym do wyegzekwowania w jednolity sposób?
Smartfony mają dziś wystarczającą moc obliczeniową, żeby uruchamiać małe modele językowe lokalnie, bez dostępu do internetu - a to oznacza, że nawet odcięcie szkolnego WiFi niczego nie rozwiązuje. Zakaz oparty na kontroli dostępu do sieci kontroluje coraz mniejszą część rzeczywistego problemu.
Nie oznacza to, że nic nie da się zrobić - oznacza to, że zakaz sam w sobie nie jest rozwiązaniem, tylko odłożeniem pytania na później. Prawdziwe pytanie, którego zakaz pozwala uniknąć, brzmi: co dokładnie egzamin ma sprawdzać, skoro narzędzie do pomijania większości pracy myślowej jest już praktycznie niemożliwe do wyeliminowania z otoczenia ucznia?
To pytanie jest niewygodne, bo wymaga zmiany formy egzaminowania, nie tylko dopisania kolejnego zakazu do regulaminu. Ale historia zakazu telefonów - wprowadzonego, opublikowanego, i już dziś krytykowanego za brak jednolitego mechanizmu egzekwowania - pokazuje, że próba rozwiązania problemu technologii zakazem samej technologii kończy się w tym samym miejscu, niezależnie od tego, czy mówimy o telefonie, czy o AI.
