16 tysięcy placówek w Polsce otrzymuje w tym roku szkolnym nowoczesne pracownie AI i STEM - 8 tysięcy pracowni AI dla szkół podstawowych, 4 tysiące dla ponadpodstawowych, 4 tysiące laboratoriów STEM. Sam sprzęt to prawie 2,4 miliarda złotych, a cała transformacja z Krajowego Planu Odbudowy przekracza 5 miliardów. To największy w historii program cyfryzacji polskiej edukacji.
Trudno się z tym kierunkiem nie zgodzić. Problem nie leży w decyzji o inwestycji - leży w tym, co dzieje się po dostawie.
W wielu pokojach nauczycielskich obok uzasadnionego entuzjazmu pojawia się konkretna obawa: że sprzęt skończy zamknięty w szafie po miesiącu. To nie jest złośliwa plotka - to realne pytanie zadawane przez samych nauczycieli, którzy dostali nowe narzędzia bez jasnej odpowiedzi, co dokładnie mają z nimi robić na co dzień.
Znamy już ten scenariusz z poprzedniego programu. Program "Laptop dla ucznia" kosztował 1,41 miliarda złotych, ale bez towarzyszącego wsparcia metodycznego i serwisowego. Wniosek z tamtego doświadczenia był prosty: nie osiągnie się transformacji edukacji, inwestując wyłącznie w sprzęt.
Widać już powtórzenie tego samego wzorca. Reforma "Kompas Jutra" wprowadziła kompetencje związane z AI do programu nauczania od września, a Ministerstwo Edukacji dało szkołom szeroką swobodę w tworzeniu własnych rozwiązań. Brzmi elastycznie, ale w praktyce oznacza to często spontaniczne, nieskoordynowane działania zamiast spójnej strategii - każda szkoła radzi sobie po swojemu, z różnym skutkiem.
Jest jeszcze drugi, mniej oczywisty problem, który dopiero zaczyna być widoczny: część szkół już dziś zalewana jest materiałami wygenerowanymi przez AI, które nauczyciele przyjmują bezkrytycznie - bez weryfikacji, czy treść faktycznie jest poprawna merytorycznie i zgodna z podstawą programową. Sprzęt bez metodyki nie tylko bywa nieużywany - czasem bywa używany źle.
Nie piszemy tego, żeby podważyć sens inwestycji - kierunek jest właściwy, i dobrze, że w ogóle się dzieje. Piszemy to, bo dokładnie z tego powodu projektujemy Polonka inaczej niż "jeszcze jedno ogólne narzędzie AI do zainstalowania w pracowni": wąsko, pod konkretną podstawę programową i konkretne kryteria CKE, z myślą o tym, żeby nie wymagać od nauczyciela osobnego kursu, tylko dać coś, co działa od razu tak, jak powinno.
Pracownie z dobrym sprzętem to niezbędny warunek. Nie są jednak warunkiem wystarczającym. To, czy te 2,4 miliarda złotych faktycznie zmieni polską szkołę, rozstrzygnie się nie w dniu dostawy sprzętu, tylko rok później - kiedy ktoś sprawdzi, ile z tych pracowni jest wciąż zamkniętych na klucz.
